Widzisz ich i wiesz od razu. Ten pies nie jest normalny. Właściciel pewnie też nielepszy. Ośmiokilowi agresorzy, tchórze bojący się własnego ogona i jeszcze te oczy, rozbiegane jak po zabawach węchowych z amfetaminą.

Coraz częściej psy płacą zdrowiem psychicznym za to, że żyją razem z nami. W ostatnich latach pieskie życie oznacza coś zupełnie innego niż wcześniej.

 

Matka natura zdecydowała, że kiedy szczeniak się rodzi, ma 4 miesiące na intensywne poznawanie świata. To wystarczający okres żeby mama pokazała mu co jest bezpieczne. Człowiek postanowił, że w tym czasie mały wariat będzie zamknięty w domu, unikając chorób i zarazków.

Kwarantanna jest dosyć nowym pomysłem i ma wiele plusów, ale już na starcie zaburza rozwój szczeniaka. Podobnie jak u ludzi, mnóstwo problemów w dorosłym życiu, bierze się z zaniedbań w młodym wieku.

 

Po kwarantannie mały wariat wychodzi na miasto. Wcześniej nie działo się za dużo, ale teraz to zupełnie co innego. Samochody, ludzie, dźwięki, psy, dużo dźwięków.

Dla zwierzęcia, którego oczy ciągle reagują na ruch, a uszy słyszą nawet wyłączone (ale podłączone do prądu) urządzenia elektroniczne w domu, to jak mieszkanie w Disneylandzie. Przez chwilę może być fajne, ale bardzo szybko robi się męczące.

 

Przed każdym wyjściem wariat ma zakładaną smycz. Nie bardzo wie jak się w niej poruszać, ale przyzwyczaja się do uczucia ciągnięcia i jakoś to jest.

Często chce gdzieś podejść i nie może, co bardzo go frustruje. Czasem wprost na niego idą inne psy i ludzie. Coś z tyłu głowy mówi mu, że nie tak wygląda powitanie, ale nie może nic z tym zrobić. Człowiek jeszcze skraca smycz.

W ogóle jest dużo rzeczy, których nie rozumie i na które nie ma wpływu. Po tych spacerach, naprawdę zaczyna robić się nerwowy.

 

W domu też nie jest łatwo. Często zostaje sam i nie czuje się wtedy dobrze. Bycie samemu nie leży w jego naturze.

Dlatego jak przychodzą ludzie, jest super. Ale z nimi ma jakieś dziwne relacje. Hierarchia zmienia się w jak w tureckim serialu, a do tego ciągle musi się czegoś domyślać. Nic nie jest stałe, więc sprawdza czy to co było wczoraj jest też dzisiaj.

 

Viktor Frankl napisał książkę “Człowiek w poszukiwaniu sensu”, w której opowiada jak posiadanie celu w życiu uratowało go przed śmiercią w obozie koncentracyjnym Auschwitz. Wariat nie czytał tej książki, ale podpisuje się pod nią obiema łapami.

Nie musi szukać jedzenia ani schronienia, suczek też nie bo ucięli mu jaja. Nic tak nie doprowadza go do szaleństwa jak brak wysiłku fizycznego i nuda.

Są psy które pomagają osobom niewidomym albo szukają zaginionych, a jego jedynym obowiązkiem jest obsikanie murków. Jak czerpać z tego satysfakcję?

 

Jest w tym coś, co cieszy wariata. Dotkliwa samotność, problemy z dogadaniem się z innymi, frustracja, pokręcone relacje i brak celu w życiu. Chyba nie różnie się aż tak bardzo od mojego człowieka, myśli i zaczyna machać ogonem.